W popielatym pokoju, na popielatym łóżku leżała dziewczynka. Krótkie blond włosy, czarne oczka, piegi na nosku, a twarz bardzo wychudzona i mizerna. Tak blada, że prześcieradło było przy niej ciemne jak popiół. Patrzyła przez okno, na dworze świeciło słońce, lekki wiaterek podmuchiwał, dość ciepło, na tyle by biegać w szortach i t-shirtach. Dzieci śmiały się, chłopcy grali w piłkę a dziewczynki zbierały kwiatki i robiły z nich wianki. Do pokoju weszła wysoka kobieta, ubrana w czarny golf i długie spodnie, tak samo jak dziewczynka miała blond włosy spływające falami na ramiona, blada cera kontrastowała z jej niecodziennym ubiorem, zwłaszcza w tak ciepły dzień. Usiadła na krześle obok łóżka Borutki. Siedziała tak pięć minut wpatrując się razem z dziewczynką w okno. Po tym czasie Borutka odwróciła się i spojrzała jej prosto w oczy. Nie była smutna lub zła, była uśmiechnięta i przepełniona dziecięcą radością.
- Mamo, czy ja też mogę zagrać w piłkę ?- kobieta się wzdrygnęła, w jej oczach pojawiły się łzy
- B-Borutka... P-Przecież wiesz, że- mama bała się tym razem spojrzeć w oczy córki. Jej jedyne najukochańsze dziecko cierpi teraz z jej winy, mówią, że to co się wydarzyło to był przypadek, jednak Anna wiedziała, że mogła temu zapobiedz. Kilka miesięcy temu kiedy wprowadzili się do nowego domu nie wszystko było ukończone, trzeba było zamocować bramę i płot, razem z mężem Anna ciężko pracowała nad ukończeniem tego w jak najszybszym czasie. Kiedy byli już naprawdę wyczerpani poszli do domu by napić się czegoś chłodnego. W tym czasie Borutka bawiła się się swoimi szmaciankami. Podeszła do nieukończonej bramy i do dzisiaj nikt nie wie jak to się stało. Brama spadła na nią i przygniotła swoim ciężarem. Rodzice usłyszeli tylko jej krzyk. Od razu zerwali się z miejsca i pobiegli do miejsca z którego dochodził krzyk. Wszystko działo się tak szybko, że Anna nie pamięta szczegółów. Wyciągnięcie córki z pod bramy, jazda do szpitala i kilka godzin czekania w napięciu kiedy na sali operacyjniej lekarze starali się uratować życie dziewczynki. Gdy po długim oczekiwaniu przenieśli ją do osobnego pokoju lekarz oznajmił, że doznała poważnych obrażeń wewnętrznych i choć zrobili wszystko co mogli zrobić nie udało im się uratować nóg. W tedy do Anny to nie mogło dotrzeć, że jej ukochana córeczka już nigdy nie będzie mogła biegać, grać w piłkę lub chodzić na spacery. Patrzyła przez szybę na córeczkę leżącą na łóżku szpitalnym bo nie miała siły do niej podejść, nie mogła sobie wybaczyć tego co się stało, ból i gorycz za każdym razem atakowały ją z tą samą siłą.
- No tak... Zapomniałam- Borutka na chwilę się zasmuciła jednak juz po chwili znów na jej małej buzi pojawił się uśmiech- ale możesz mnie powozić po polu na wózku- ta propozycja zaskoczyła matkę, jednak już po chwili pchała wózek na którym siedziała jej córeczka. Ubrana w krótkie spodenki ( specjalnie na życzenie Borutki, gdyż uznała, że dzięki nim będzie się wyróżniać ) z których wystawały dwa kikuty jako pozostałość po nogach, zażyczyła sobie również ubrać bluzkę w kolorowe kwiaty bo z jej obserwacji wynika, że dziewczynki w jej wieku często noszą takie właśnie bluzki. Anna wepchała wózek do windy w której stała starsza pani i przyglądała się im z lekkim zdziwieniem. Trzeba było przyznać, że wyglądały komicznie. Córka bez nóg ubrana w kolorowe ubrania i zadowolona, że ludzie się jej przyglądają, a za nią matka ubrana w czarne o wiele za ciepłe ubrania wpatrująca w podłogę, z taką zawziętością jakby faktycznie było w niej coś interesującego.
- Dzień dobry pani, ładna dzisiaj pogoda, prawda ?- zaświergotała Borutka.
- Tak, tak, ładna, ładna - i nadal patrzyła zdziwiona jakby okaleczone dziewczynki nie miały prawa do bycia szczęśliwymi. Kiedy wyszły na podwórko przed ich blok mieszkalny zerwał się dość silny wiatry, na tyle silny by zdmuchnąć z głowy czapkę Anny. Ta z uporem próbowała ją złapać, jednak nakrycie głowy było już na tyle wysoko, że nie dało się go dosięgnąć i oddalało się tak szybko, że mama zrezygnowała za dalszą pogonią. Podeszła do córki, która wpatrywała się w powoli zachodzące słońce.
- Nie martw się mamusiu, jak już umrę to Pan Bóg da mi nowe nóżki, a w tedy dogonię wiatr i złapię twój kapelusz, a później posprzątam nasz domek w niebie i ugotuję obiad, na końcu poczekam aż wy do mnie przybędziecie, na pewno będę długo czekać ale nie martw się, odwiedzę babcię i na pewno poznam przyjaciół, będę grała w piłkę i będę na was czekać. Jak już będziecie ze mną w niebie to będziemy biegać i robić pikniki, a najlepsze jest to, że nikt nie będzie na mnie źle patrzył bo w niebie nie ma złych ludzi- po tych słowach jeszcze długo patrzyły na słońce puki kompletnie nie znikło za horyzontem...
... a wiatr zaniósł kapelusz tak wysoko i tak daleko, że na pewno wylądował przed domem Borutki w niebie.
____________________________________________________
,, Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą"